niedziela, 15 maja 2016

Długi post o wszystkim. Wiem, że takie kochacie ♥

 
Ohayou!
 
Sumimasen za tak długą nieobecność na blogu :c Ale teraz powracam z długim postem, którego pewnie prawie nikt nie przeczyta do końca~ (a jak przeczyta, to dostanie ode mnie Ziemniaka w nagrodę ♥)! Taaak, MAHOU SHOUJO POWER! *^* Ekhm... Pozwólcie, że zacznę od tego, iż założyłam dA: <ZIEMNIAK>. Zapraszam c:
 
Jakiś tydzień przed majówką napadła mnie wena twórcza, porwała i kazała tworzyć. Oto tego efekty:
 
 
 
Photoshop zaczynał być baaaardzo męczący, więc przeniosłam się do SAIa. Na próbę machnęłam Roboticę na bazie rysunku sprzed kilku miesięcy c: Przyznam, że jestem naprawdę zadowolona, bo rysuje mi się znacznie przyjemniej, niż w PS, a efekty są lepsze. Oczywiście wiem, że nie jest hiper dipper, ale jak na pierwszy raz w SAIu od baaaardzo dawna, to chyba może być :33
 
 
 
Jak już pewnie wiecie, zostałam wciągnięta w Homestuck'a przez Szyszka Fandomową Mahou Shoujo i już się raczej nie wydostanę... Tak, Szyszku, w tym momencie zwalam na Ciebie to, że w moim pokoju zawisł magiczny HSowy sznurek *^* Pierwsi na lince są oczywiście Equius (mój patron i Morail ♦) oraz Nepetka (mój Matesprit ♥). Nawet nie wiecie, jak ja ich uwielbiam~. Jeśli chodzi o utrzymywanie równowagi, to nawet spinacz przyczepiony do łapki panny Lejion po jakimś czasie przestał pomagać, bo pan Zahhak strzela mi co jakiś czas iście męskiego focha i przechyla się w przód lub w tył >:[
 
 
 
Fazy na Homestuck'a ciąg dalszyyyyy~! *^* Teraz mam na koszulce plamy z krwi trolli, komentarze od nich, a z tyłu prawie niewidoczne logo SBURB *^*
 
 
Ta-ta-ta-daaaaa~! Druga strona Hana Aiko! Przyznam, że podoba mi się znacznie bardziej, niż pierwsza c: Ale Pan Królik nie jest moim żywiołem i zastanawiam się, dlaczego wymyśliłam tak trudną dla mnie do narysowania postać ;w;
 
 
Tydzień temu była u mnie Szyszek. Ogólnie, to raczej nie piszę o tego typu spotkaniach, a jedynie o konwentach, ale o tym wszystkim po prostu muszę powiedzieć xD
 
- Szyszek przywiozła mi moją HSową poduszkę z rodziną Zahhaków. Gdy nastała chwila ciszy, postanowiłam ją przerwać prawie przyciskając Madzi Equius'a do twarzy i wołając ,,zobacz, jaki on jest ładnyyy~". Reakcja brzmiała jakoś ,,bwaaaagh", więc było warto *^*
 
- Of course musiałam popisać się inteligencją i spaść ze schodów, zanim w ogóle zdążyłam na nie wejść. Stało się to tak, że zwyczajnie szłyśmy i rozmawiałyśmy, byłyśmy może z kilka centymetrów przed pierwszym stopniem i akurat wtedy się poślizgnęłam. Wieeem, jesteście ze mnie dumni, wieeeem ♥
 
- Popisałam się inteligencją po raz drugi. Najzwyczajniej w świecie siedziałam, aż nagle jakimś cudem się poślizgnęłam i upadłam twarzą na kocie posłanie.
 
- Popisywania się inteligencją ciąg dalszy. W tym przypadku z kategorii ,,umiejętność chodzenia i siedzenia" przechodzimy do ,,znajomość okolicy". Postanowiłyśmy pójść na lody. Dwa razy pomyliłam trasę *klasku, klasku*.
 
- Jednak było warto dojść na te lody, bo dowiedziałyśmy się, że da się zrobić sorbet czekoladowy.
 Moją teorią było, że to czekolada z mleka Arthura (taki dający mleko centaur z wąsem z HS) i że to mleko jest niemleczne, ale Szyszek we wtorek mi powiedziała, że taki sorbet się robi z mleka roślinnego i wtedy to się zalicza do sorbetów... Zniszczyłaś moje marzenia T^T I jak stwierdziłam, że mleko roślinne to mleko Arthura, to mnie poinformowała, że Arthur nie jest rośliną T^T Pffff~, nie znasz się~ T^T
 
- Robienie fandomowych quizów przez kilka godzin jest bardzo ambitne. Zwłaszcza, gdy robicie quiz ,,Who will you fill a Pail with?" i Szyszce wychodzi Rufioh, a mi Equius (na obrazku w maido-sukience)... Żadnej z nas się ten wynik nie podoba, od razu mówię XD Poza tym w quizie, czy jestem Sock'iem, czy Jonathan'em (Welcome to Hell) Madzi wyszedł Jon, a mi Mephistopheles ;_;  Nie chcę być Mephi'm ;_; Plus wg quizów Szyszka jest typowym Prospit Dreamer, a ja typowym Derse Dreamer :')
 
- Rzucanie w siebie pluszowym warzywem wyglądającym jak z Don't Hug Me I'm Scared jest bardziej ambitne, niż robienie quiz'ów. Nie pytajcie.
 
- Moment, w którym idziesz ścieżką i, próbując sobie wybić z głowy ,,Mrs. Potato Head", śpiewasz ,,You can't fight the Homestuck". Jestem ciekawa, co sobie myśleli ludzie, obok których przechodziłyśmy. 
 
 
Przeżyliście? Nie zaatakował Was po drodze rak HS? To wracać i się zarażać! :<
Ekhekhekhm... Przechodzę do zdjęć (*^^*)
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
To zdjęcie mi się hiper dipper kojarzy z Life is Strange XD Zwłaszcza z momentem, w którym Max idzie po zdjęcie od Warren'a i szukaniem butelek na Złomowisku :')
 
 
Łuhuhu, dalej, Maaax, uratujesz świaaaat! *^*
 
 
Chloeee~, nie umieraaaj, zabraniaaaaam~.
 
 




ANIME HIGH - ROZDZIAŁ 6

- Ferie, ferieee! - krzyczała Caroline.
- Awww, u Roboti-chan będzie tak sugoii! Kyaaaa! - powiedziała Anake po czym mocno mnie przytuliła. Ally, Caro, Anake i Lune jadą do mnie na tydzień. Nie do końca wiem, jak my się w piątkę zmieścimy w moim pokoju, ale jakoś sobie poradzimy. Wzięłyśmy swoje walizki i wsiadłyśmy do autokaru. Lune zaczęła piłować paznokcie, a Ally otworzyła jakiś młodzieżowy magazyn. 
- Hej, Caroline, a... - nie zdążyłam dokończyć, ponieważ czarnowłosa rozmawiała przez telefon. 
- Słucham? Tak, tato, tak. Dobrze, będę pamiętać. Tak. Tak, na pewno - mówiła Caro. 
- Ekhm... O, Anake, może... - nie skończyłam, bo dziewczyna spała. Po chwili wtuliła się we mnie. 
- No to super - powiedziałam sama do siebie, po czym wyjęłam z plecaka słuchawki. Nałożyłam je na uszy, podłączyłam do nich telefon i zaczęłam słuchać jednego z moich ulubionych j-rockowych zespołów. 
- Robotica, bądź wreszcie cicho! - przekrzyczała muzykę Ally. 
- C-co? - zdziwiłam się zdejmując słuchawki z uszu. 
- Przeszkadzasz w czytaniu, przestań śpiewać...
- Pokaż to... Wypychanie stanika, serio? Serio, Ally, serio? 
- Cicho, to się może przydać! Na przykład kiedy, yyyy... emmm, yyyy, kiedyyy...
- Kiedy robisz cosplay postaci z ecchi?
- Cichooo! - zdenerwowała się Ally, po czym uderzyła mnie czasopismem - Akurat cosplay postaci z ecchi to coś dla ciebie!
- Pfff, ja przynajmniej nie nadaję się na cosplay słupa telegraficznego, nie jestem taka wysokaaa!
- Meh, Ally nie jest wysoka, to przez te buty - wtrąciła Lune. 
- Cichooo! - krzyknęła blondynka wymachując rękami. 
- Ohohoooo! Zdejmij buty - powiedziałam uśmiechając się. 
- Nie!
- Czemu nie? Możesz udowodnić, że wcale nie jesteś wysoka jak... Emmm, jak co można być wysokim?
- Jak słup telegraficzny? - zaproponowała Lune. 
- Nieee, to już mówiłam... Jak szyja żyrafy, o!
- Słabe coś, wypaliłaś się - stwierdziła blondynka. 
- Roboti-chan się wypaliła?! Moja Roboti-chan?! Ty @#%*&, jak śmiesz mówić, że Roboti-chan się wypaliła?! Chyba %#}$<, @"&+$! - krzyknęła Anake nagle zrywając się z siedzenia. 
- Anake, ja rozmawiam... - szepnęła zakłopotana Caro. 
- I co z tego?!
- Bo ja rozmawiam z tatą - warknęła czarnowłosa. Anake zawstydziła się i usiadła na swoim miejscu. Po chwili usłyszałyśmy komunikat o postoju, więc wysiadłyśmy z autokaru. Ally była cały czas niesamowicie wręcz wkurzona. Postanowiła to podkreślić przyspieszając kroku i popychając mnie. 
- Ha, chyba nieźle wkurzyłaś Ally. W sumie się nie dziwię, byłaś strasznie chamska - powiedziała Lune, patrząc na mnie z pogardą. 
- Przyganiał kocioł garnkowi - odpowiedziałam idąc w stronę sklepu na stacji benzynowej i zostawiając za sobą zszokowaną dziewczynę. Anake szybko do mnie podbiegła i chwyciła za rękę. Stanęłyśmy w kolejce po lody. W tym momencie dostałam kilka wiadomości. 
,,Gdzie wy jesteście?"
,,Ile można czekać?"
,,Zupa wam wystygnie!"
,,Och, pozdruw ode mnie koleżaneczki, a zwłaszcza córeczkę Sebcia! Powiedz, żeby przekazała tacie, że [...]" Wybaczcie mi uciętą treść, ale powinna mieć oznaczenie ,,18+", Grell nie ma wyczucia. Szybko odpisałam:
,,Za jakąś godzinę, dwie, będziemy. Jesteśmy na postoju. Proszę, następnym razem zastanów się, zanim coś napiszesz, mam 16 lat, nie pisz do mnie takich rzeczy, bo to podchodzi pod treść jakiegoś visual novel, w którym eroge wynosi ponad 50%. 
PS Pisze się ,,pozdrów", a nie ,,pozdruw" ;w;"
- Roboti-chaaaan, looodyyyy - przypomniała mi Anake nachylając się w stronę mojego ucha. 
- A, już. Jakie chcesz?
- Co?
- Jakie chcesz lody? Stawiam. 
- Ooo? Ahaha... Roboti-chan stawia mi lody, hihihihi... Ekhm, jagodowe - odpowiedziała Anake śmiejąc się pod nosem. Zignorowałam jej dziwne zachowanie i zapłaciłam. Wyszłyśmy ze sklepu, Anake z jagodowymi lodami, a ja truskawkowymi. 
,,Jedziecie jurz? Jakby co, to nie chcę przeszkadzać w ,,postoju"."
Argh, jak on mnie denerwuje!
,,Właśnie wyszłam ze sklepu z jedną z moich koleżanek, teraz szukamy reszty. I to nie był ,,postój", tylko postój. Po między żadnymi z nas nic nie ma, a przynajmniej nie wiadomo mi, żeby było. Czy tobie wszystko musi się tak dziwnie kojarzyć? =w='
PS Pisze się ,,już", a nie ,,jurz"."
Lekko zirytowana schowałam telefon do torby, na której znajdowało się mnóstwo j-rock'owych przypinek. 
- O, tam jest Caroline! - zawołała Anake wskazując na krzyczącą Caro usiłującą zdjąć kota ze swojej głowy. 
- Caaaarooooo, koniec postoju! Znajdź Lune, a my poszukamy Ally! A, i nie wnikam, w jaki sposób ten kot znalazł się na twojej głowie! - krzyknęłam. 
- Oki! - usłyszałam po chwili. Razem z Anake poszłyśmy... Nie pamiętam, gdzie poszłyśmy, ale w końcu znalazłyśmy Ally siedzącą za stacją benzynową. 
- O, jesteś! Już idziemy, więc chodź!
- ...
- Ej! Jedziemy dalej!
- ...
- Przecież... Możesz skończyć kanapkę w autokarze...?
- ...
- Ejejej, ale bez takich gestów, bo ja do ciebie kulturalnie, więc teraz się rusz!
- ...
- O co ci chodzi...
- Hmmm...
- Hmmm?
- W sumie o nic... Idę. 
- O matko, nie można było tak od razu?

                                                                             * * *

- Moja gazetaaaa! Robotica, idiotkooo! - krzyknęła Ally. 
- Ja idiotka?! Mówię przecież, że to Lune, nie dociera, dzieciaku?!
- Jak śmiesz zwalać winę na szlachtę! - burknęła Lune. 
- Osz ty!
- Nie wykręcaj się, Robo! Po męsku przyjmij karę! - zawołała blondynka, po czym uderzyła mnie magazynem, który czytałam, a mianowicie ,,V-kei, V-kei", po czym wyrzuciła go przez okno. 
- Bwaaaa, tam była próbka białego podkładu od Koshiroooo! - krzyknęłam, po czym kazałam zatrzymać autokar. Wybiegłam w pole i wzięłam gazetę. 
- Dobrze, możemy jechać dalej. Teraz, proszę, cieszmy się tą podróżą, której już niewiele zostało. Śmiejmy się, plotkujmy i inne takie. 
- ...
- CIESZYĆ SIĘ, POWIEDZIAŁAM!
- Ha... Hahaaa... - zaśmiała się sztucznie Caro.
- Hahhahahaahahahhahaha - wybuchła Anake. 
- Ty się dobrze czujesz? - spytała Lune. 
- Dobrze? J-jest perfekcyjnie! Hhahahaaa! 
- Skądś to znam, chyba był taki horror, czy coś... - mruknęłam. 
- ,,Dobrze? J-jest perfekcyjnie! Hhahahaaa!"? Jak to się zmieściło na okładce? - zdziwiła się Ally. 
- W sensie, że ktoś tak w nim mówił. 
- Już jesteśmy! - krzyknął kierowca. Wyjrzałam za okno. Od tak dawna nie widziałam swojego domu... Przyjemnie było zobaczyć ten jasnoniebieski domek z turkusowym dachem. Gdzieniegdzie widać było czerwone plamy po tym, jak Grell się uparł, że jego miejsce zamieszkania ma być czerwone i sam próbował je pomalować. Wzięłyśmy wszystkie walizki i wysiadłyśmy z pojazdu. Caro i Anake co jakiś czas się zatrzymywały, żeby powąchać kwiatki rosnące po obu stronach chodnika, prowadzącego do drzwi. Zapukałam. 
- Nikogo nie ma w domu, przyjdźcie po rachunki kiedy indzieeej! - usłyszałam głos Grell'a. 
- Zamknij się! To twoja wina, ja nie siedziałem przed telewizorem wlepiając wzrok w oferty sprzedaży pił łańcuchowych! - krzyknął tata. 
- To my! A jeśli macie takie problemy z telewizorem, to wyrzućcie go za okno, czy coś! - zawołałam.  Po chwili Grell wybiegł z domu z rozłożonymi ramionami. Rozłożyłam swoje, jeśli zamierza mnie dusić, to lepiej mieć połamane same żebra, niż i ręce, i żebra. Byłam gotowa na tracenie tchu, ale on przytulił... Caro. Mogłam się tego spodziewać...
- Och, wreszcie się widzimyyyy!
- G-gha-haa - wydusiła z siebie Caroline. 
- Grell! Puść ją i pomóż mi z obiadem! - krzyknął stojący na progu tata trzymając w rękach miskę. 
- Ja mam uczucia! - rzekł, nad wyraz dramatycznie, Grell. 
- Mmmm... Możemy już wejść...? Tato...? - niepewnie spytałam. 
- Ależ oczywiście! Grell! Przywitaj się z córką!
- A ty to co? Pies?
- Na pewno nie ten, w którym się kochałeś - powiedział tata. - Dziewczyny, wchodźcie!
- Dzień dobry! - melodyjnie rzekły Anake i Caro. 
- Hah, i to ma być dom?! Tu nawet nie ma basenu, a ja mam tutaj spać?! W tej budce na szczotki?! - oburzyła się Lune. 
- Ja jakoś tutaj mieszkam od zawsze.  
- Ale ja jestem szlachtą!
- Dobrze, w takim razie uszczęśliw podwładnych i nie narzekaj. Poza tym, nikt cię nie zmuszał, żebyś jechała, ja wręcz odradzałam. 
- Jeśli coś panience nie odpowiada, to zawsze może panienka... - zaczęła Caro. 
- Milcz! - zdenerwowała się niebieskowłosa. 
- Obiad gotowy! - zawołał z kuchni Grell. Usiadłyśmy do stołu. Gdy wyjeżdżałam, na stole stały róże w niebieskim wazonie, klimat dopełniał biały, wzorzysty obrus. Nic się nie zmieniło oprócz tego, że kwiaty zwiędły. Zaczęłyśmy jeść. 

                                                                             * * *

- Śmiesz tak się odzywać do mojej Roboti-chan?! - krzyknęła Anake rzucając kotletem w Lune. 
- Jak możesz?! Caroline, amunicja! - oburzyła się niebieskowłosa. 
- Ale ja... - mruknęła niepewnie dziewczyna. 
- Amunicja, powiedziałam!
- D-dobrze... - wyjąkała czarnowłosa i wycelowała ziemniaki w Anake. Przeniknęły przez nią, więc ja oberwałam kartoflem. 
- Super, dzięki, to było moje marzenie - powiedziałam pokazując kciuk w górę i wycierając tłuczone ziemniaki z twarzy. Wzięłam do ręki sałatkę warzywną i rzuciłam nią w Caro, która szybko przykucnęła. Oberwała Ally. Blondynka wzięła tłuczone ziemniaki i trafiła w moją twarz. Dejá vu. 
- Och, udało się! Nie umiem rzucać ziemniakami...
- Really? - wyraziłam moją opinię w ten jakże zgrabny sposób. Walka na jedzenie trwała blisko godzinę, ale przerwał ją mój tata. 
- Co tu się wyrabia?! - krzyknął. 
- Och, daj im spokój, Robb! Nie pamiętasz jak to było, gdy byliśmy w ich wieku? - powiedział Grell przesuwając dłoń po policzku taty. 
- Ależ oczywiście, że pamiętam jak to było, gdy ja byłem w ich wieku. Jeszcze cię nie znałem, więc miałem świetne relacje z moimi rodzicami. Ty pewnie męczyłeś kogoś innego. 
- Och, jak możesz tak mówić? - rzekł czerwonowłosy, pozując dramatycznie i sztucznie. 
- Taaa... To my pójdziemy do mnie - wykręciłam się z niezręcznej sytuacji. Poszłyśmy gęsiego po schodach, zostawiając za sobą zażenowanego tatę i Grell'owego Grell'a. 
- C-co? Brawo, Grell, przez ciebie dzieciaki nie posprzątały! - usłyszałyśmy będąc już na górze. Postrzymałyśmy się od śmiechu i dobrnęłyśmy do drzwi od mojego pokoju. Otworzyłam je. Naszym oczom ukazał się zagracony, dziwny pokój - dokładnie taki, jaki zapamiętałam. Ally natychmiastowo rzuciła się na czerwoną pufę stojącą w kącie. 
- Ghaaaa?! I to mają być warunki dla szlachty?! Dziwaczny, punkowy, gotycki, emo pokój?! - rozpaczała Lune. 
- Przestań już z tą szlachtą, w akademiku nie masz lepszych warunków. A, i to nie jest dziwaczny, punkowy, gotycki emo pokój, tylko dziwaczny, visual kei'owy pokój. Punkiem ani gothem nigdy nie byłam, a emosem nie jestem od jakichś trzech lat. 
- Milcz! Gdzie ja mam spać?!
- Od razu mówię, że na pewno nie na pufie, ja ją zamawiaaaam - powiedziała zrelaksowana Ally. 
- Czekaj, nie wzięłaś sobie śpiworu? - rzekłam lekko pogardliwie. 
- Śpiworu? To ten worek, w którym śpi plebs? Skąd ja mam wytrzasnąć coś takiego?
- Eee, ze sklepu? - wtrąciła Caroline. 
- Milcz! 
- Ech, skoro nic sobie nie wzięłaś, to znajdę jakieś poduszki i koc. 
- Że co znajdziesz?! To nie warunki dla mnie! Koniec, wracam do domu!
- Taaak? A jak wrócisz?
- No, ten... Kierowca autokaru mnie przecież odwiezie!
- Mówisz o Arturze? On ma wolne! - odpowiedziałam. Lune wyjrzała za okno i spojrzała na starszego pana leżącego w ogródku na leżaku w okularach przeciwsłonecznych, czapce z daszkiem, podkoszulku, krótkich spodniach z hawajskim motywem, skarpetach i sandałach. Trzymał szklankę z lemoniadą. 
,,DZIAN DZIAAAAAN!" - usłyszałam hałas podobny do tej onomatopei. Caroline postanowiła pograć na mojej idealnej, pięknej, lśniącej, czarnej, zwyczajnej gitarze elektrycznej, na której najwyraźniej nie umie grać. 
- Dziecko, zostaw to, bo zrobisz krzywdę czyimś uszom! - zawołałam podbiegając do czarnowłosej. Odstawiłam gitarę na stojak, gdy nagle:
,,BRZDĄĄĄĄĄK!" - rozległ się fałsz. Anake próbowała swoich sił na gitarze akustycznej. Gitarzysty to z tych moe nie będzie.  
- Ej, przedszkole, spokój! - zawołałam stojąc na środku pokoju. 
- Czemu wszystkich nazywasz dziećmi? - Caroline przechyliła głowę w prawo. 
- A nie wiem, chyba taki kompleks, jestem najmłodsza w rodzinie - wzruszyłam ramionami. 
- Pooglądamy anime? - zmieniła temat Anake. 
- O matko, jak ja się cieszę, że to proponujesz! Od... Od bardzo długo nie nolifeowałam, do komputera marsz! - zarządziłam. Włączyłam laptopa, wcześniej oglądając naklejone na niego naklejki. Na każdym konwencie kupowałam jedną. Naliczyłam dziesięć naklejek, czyli dziesięć konwentów. Otworzyłam internet i weszłam na stronę, na której zawsze oglądam anime. W sensie, oglądałam, gdy miałam na to czas. 
- Kei, jakie animu oglądamy? - zapytałam. - Jaki gatunek?
- Coś takiego kawaiiiiiii, z moeeeee - pisnęła Caro.
- Nie wystarczy ci, że sama nią jesteś? Oczywiście obejrzymy jakiegoś szlachetnego tasiemca sci-fi z elementami yaoi i yuri - rzekła Lune. 
- Właśnie obraziłaś wszystkie wymienione przez ciebie gatunki - mruknęłam. 
- Że co?!
- Ło jeju, włącz jakieś szkolne, ambitne shoujo i już - westchnęła Ally. 
- Hyhy, horror, guro, gore, shoujo-ai, yuri, ecchi, hyhy - powiedziała jednym tchem Anake. 
- Jeeeeju - skomentowała blondynka. 
- Wygrałaaaa propozycja Anakeeee! - zawołałam i włączyłam ,,Highschool of yuri - yandere in the Class". Anake cały czas się uśmiechała i mnie przytulała, Lune patrzyła z pogardą na ekran, Ally bawiła się popcornem, Caroline przytulała Lune ze strachem w oczach, a ja wciągałam paczki Pocky, jedną za drugą. Siedziałyśmy tak do jakiejś północy. Przebrałyśmy się w pidżamy i zaczęłyśmy przygotowywać się do snu. 
- Zostawiłam pluszaka w łazience... Popilnujecie mi śpiworu? - spytała Anake. 
- Tak, pewnie połóż go tam - powiedziałam, wskazując skrzynię stojącą pod oknem. Dziewczyna położyła tam swój śpiwór. 
- Ups! - sztucznie zawołała Lune wyrzucając śpiwór za okno. - Teraz obie śpimy na starych poduchach!
- Nie przejmuj się, Anake, zmieścimy się jakoś razem w łóżku - powiedziałam. 
- Że co?! Czemu mi tego nie zaproponowałaś?! - oburzyła się niebieskowłosa. 
- Bo my byśmy się nie zmieściły.

                                                                              * * *

- Robotica... Będziesz moja...